2009-05-26

Na wiosnę.



Zrobiliśmy półki, przycięliśmy blat i polakierowaliśmy ponownie biurko, zmieniliśmy mu nogi na takie, które trudniej rozbujać. Kilka dni pracy - cięcia, wiercenia, klejenia, bejcowania, lakierowania, skręcania, kilka dni sprzątania, dwa weekendy spędzone w oparach lakieru z trocinami we włosach. Warto było. Mebelki zajęły już swoje miejsca.
W końcu rozpakowałem graty, czułem się, jakbym się drugi raz przeprowadzał. Przetarłem szmatką i ustawiłem na półeczkach cały dobytek.
Zużyliśmy zwrot nadpłaconych podatków, wykorzystaliśmy ostatnie oszczędności i jakoś się udało. Przy okazji przerobiliśmy wieszak na ubrania zastępujący szafę (Ania dumnie nazywa to "garderobą"), zainstalowaliśmy parapet, Ania wytworzyła też małą szafkę do kuchni i kilka wieszaków. Powoli zaczynam się czuć, jakbym tu mieszkał. No i z powodu wydatków związanych z produkcją półek otworkowe zdjęcia wrzucę później. Meble były ważniejsze od wywołania filmu i zrobienia odbitek.
Jeszcze takie spostrzeżenie po tygodniu: po tym półkowaniu w mieszkaniu osiada znacznie mniej kurzu.

2009-05-02

Czas mi wyleciał

Przeżyliśmy niewielki zastrzyk gotówki, dotarła nieco spóźniona wypłata z M-GOKu.
Prądożerny blaszak po kwartale oczekiwań, planów i trzymania kciuków w końcu z hukiem wyleciał z biurka. Na jego miejsce zawitał mały laptop, o dziwo szybszy. Wykorzystaliśmy te zmiany do zaprowadzenia porządków na większą skalę. Ania nawet pożyczyła odkurzacz od rodziców, żeby przetrzebić hodowlę kotków, którą utrzymywaliśmy na rzadko uczęszczanych ścieżkach. Ja z kolei wyprałem kable, odmoczyłem głośniki i wyszorowałem modem. Warto było zadbać, żeby z okazji świątecznego weekendu chociaż przez chwilę pobłyszczały w słońcu wysłużone gumowe kable.Następnym dużym komputerowym krokiem będzie wojna właśnie z tymi kablami, bo teraz zajmują dowolnie dużą dużą część biurka. Zaś następnym dużym niekomputerowym krokiem będzie montaż półki - żeby w końcu po latach tułania się po wynajętych mieszkaniach rozpakować kartony.
Poza tym wszystko idzie po staremu. Windows nie sieciuje jak powinien, dyski są za małe, ja dalej się leniwię - bez rewolucji, bez gwałtownych zmian. Wiosenna równowaga. Nawet ziółka w doniczkach rosną bardzo powoli.
Mam nadzieję, że przy okazji następnego wpisu uda się wywołać kilka fotek trzaśniętych przy okazji międzynarodowego dnia fotografii otworkowej.

2009-02-22

Setny post

Bijemy kolejne życiowe rekordy. Piętnaście, czternaście, aż w końcu wczoraj - dwanaście stopni - tyle było w sypialni/pokoju do pracy nad ranem. Mamy jeszcze kuchnio-łazienkę, tam jest zimniej. Dziś rano było niewiele lepiej - dwanaście i pół stopnia.
Mieszkamy na drugim piętrze. Pod nami puste mieszkanie, wszystkie ściany mamy albo zewnętrzne, albo wspólne z korytarzem, albo z sąsiadem, który w ogóle nie grzeje w domu. Nad nami dach.
Do piwnicy po węgiel musimy zejść na piętro minus pierwsze. Sufit w piwnicy jest na wysokości 160 cm, ja bez butów i beretu mam 182. Ciemno tam i strasznie śmierdzi, w rurze od ścieków jest wielka jak pięść dziura.
Dziś poszło z dymem półtora wiadra węgla i trochę gałęzi. W tej chwili, po ośmiu godzinach nieprzerwanego palenia w piecu, mamy w domu 13 stopni. Ręce sinieją z zimna od pisania na komputerze. Ania pisze w rękawiczkach i popija ciepłą herbatę.
Na płatku ucha wyskoczyła mi z zimna jakaś krosta.
Pracodawca (miłomłyński Miejsko-Gminny Dom Kultury) zalega mi od trzech tygodni z wypłatą. Nie mam pieniędzy na drewno. Na węgiel wyskrobaliśmy 60 zł - kupiliśmy brunatny, trzy razy tańszy od kamiennego i trzy razy więcej go schodzi.
Po gałęzie byliśmy dziś rano w lesie. Ludzie szli z rana do kościoła, my wracaliśmy z lasu z drewnem w marynarskim worze.

W styczniu kupa forsy poszła na bilety - do Miłomłyna dojeżdżałem 2-3 razy w tygodniu po 120 km, nie miałem też za wiele czasu, żeby zarobić gdzie indziej. I tak wylądowałem: bez terminowej wypłaty, bez opału i z jako-taką pewnością, że kasy do dziesiątego zwyczajnie zabraknie.
Ciężko pracowałem i pracuję. Muszę pożyczać na życie.
Buty (jedyne jakie miałem) były bardzo dziurawe, trzeba było wyrzucić i kupić nowe. Węgiel się skończył - nie był jakiś bardzo drogi, ale trzeba było kupić. Na rachunki już nam nie wystarczy.

To Grudziądz, Polska. Złe miejsce.


Na zdjęciu okna naszego domu.

"kto mnie zakopał w piaskownicy
niech tik dostanie na twarzy (...)"

2008-12-22

Szerokokątna kamera otworkowa - pierwsze zdjęcie // Wide angle pinhole camera - first photo

Kamera // The camera itself:
194 x 135 x 25 mm katron po donglu Edimax Wifi, z dziurą 30mm od krótszego brzegu i 25 mm od dłuższego. W środku pomalowana na czarno tuszem.
Otworek z "deklem" był bardzo duży, prostokątny, miał 6 x 4 mm, dekielek był oddalony o ok. 0,5 mm od płaszczyzny otworka, miał podobny kształt, chociaż nie był identyczny. Z tego powodu dużo światła wpadało bezpośrednio pod dekielek.
Muszę się przyznać - konstrukcja kamery była całkowitą amatorszczyzną. Wszystko, co się tylko dało zrobiłem w pośpiechu, bez zachowania jakiejkolwiek dbałości o wysoką jakość, używałem przy tym bardzo prostych, amatorskich narzędzi.
Ostatecznie wyszła mi taka kamera:
Format: 5x7 cali
ogniskowa f = 23 mm
zmienna przysłona (o to chodzi!)
otworek w pobliżu narożnika papieru
//
194 x 135 x 25 mm Edimax Wifi dongle carton box with pinhole at the distance 30 mm from shorter side and 25 mm from longer. Painted with flat black ink inside.
Pinhole, constructed with "cap" was very big - it was 6 x 4 x 0,5 mm with almost exact shape cap almost directly over it.
As I wrote - "almost". So there have been lot of light leaking inside directly under the pinhole-and-cap apparatus.
I must confess, that none of this thing was made with sufficient tolerance in any matter. Small knife, piece of glass, stainless ruler and roll of black isolating tape - thats about all I've been using to make the camera.
Final parameters:
paper - 5 x 7 in
focal length f = 23 mm
f/stop - variable (that's the point)
the hole near the corner of the paper

Kwazi-eksperyment // The quasi-experiment

Załadowałem kamerę kawałkiem starego papieru Ilford 5x7 Multigrde RC Xpress MGP.44M (pearl)
Ekspozycja trwała 5 dni (17-22 grudnia 2008). Tylko dwa dni były słoneczne (19 i 22)
Kamera stała w pokoju na oknie. Została kilka razy poruszona w trakcie porządków.
Zdjęcie utrwaliłem osoloną wodą.
Kamera nie ujawniła śladów większych przecieków światła
Obraz składa się z różowych i szarych tonów. Pozytyw został skadrowany i obrobiony cyfrowo.
Na obrazie jest kilka rzeczy, o których warto wiedzieć, kiedy się go analizuje:
Papier został przyklejony taśmą do wnętrza kamery. Powstały ślad zaznaczyłem na niebiesko
Powstało duże zadymienie bezpośrednio pod otworkiem (zaznaczone czerwonym okręgiem)
Miejsce dokładnie pod otworkiem zaznaczyłem na czarno
Promień obrazu wyniósł 10 cm (średnica 20 cm, co oznacza kąt obrazu 155 stopni przy ogniskowej 23 mm, zaznaczony na zielono).
Użyteczna część obrazu ma średnicę 18 cm (nieco ponad 150 stopni, zaznaczyłem ją na zielono)
Dobre obrazowanie przy niewielkim winietowaniu występuje w kole o średnicy 12,8 cm (140 stopni, zaznaczona na żółto).
//
I've loaded camera with paper: old Ilford 5x7 Multigrde RC Xpress MGP.44M (pearl).
The exposition took 5 days, in (17-22.XII.2008). Only two of the days were sunny (19 and 22).
The camera was standing on the window inside my room. It was moved several times.
The photo was fixed in salt water.
The camera didn't show any signs of major light leak.
The final image was made of rose and gray tones. The positive has been cropped and digitally processed.
On final print there are few thing it is worth to know when you analyze it:
The paper was taped to the inside. There is a trace of it (marked blue).
There is a major leak directly under the pinhole (red circle).
Place directly under the pinhole is marked with black.
The image itself has radius of 10 cm (so diameter of 20 cm, 155 degrees with focal length of 23mm).
Usable part of field has diameter of 18 cm (slightly more than 150 degrees, marked on green).
Good imaging (slight falloff) is up to 6,4 cm from pinhole (so diameter 12,8 cm, 140 degrees, marked on yellow).

Podsumowanie//Summary
Użyteczny kąt obrazu wyniósł około 140 stopni. Osiągnąłem to nienajlepiej wykonaną kamerą, z niskiej jakości materiałów, które zwyczajnie były pod ręką. Zdjęcie mogłoby być wyższej jakości, ale mam nadzieję, że wystarczy, żeby pokazać, że pomysł się sprawdza.
//
140 degrees of usable view angle was achieved with not well made camera, poor quality or ad-hoc improvised materials I've had just around me.
The image is (or would be) free of any distortions.
I know the image looks buggy and not fine. Could be better. I'm very impatient guy, that's why. Hope the quality is "enough to proof it works".




2008-12-21

Już Zima!


To dla Was, proszę się częstować :)

Etykiety

Archiwum bloga